Do zakiszenia czereśni sprowokowały mnie liczne zdjęcia tej kiszonki
zamieszczane prze koleżanki i kolegów na grupie Fermentujemy rośliny
(grupę bardzo polecam wszystkim zainteresowanym tematem fermentacji użytkownikom Facebooka).
Poza tym miałam w pamięci fantastyczny smak i aromat kiszonych śliwek węgierek.
Niestety tegoroczny sezon czereśniowy przeszedł już do historii. Jednak blog ten założyłam przede wszystkim po to, by był moim pamiętnikiem i jednocześnie księgą przepisów, a za rok czereśnie znowu będą i przepis będzie na wagę złota!
Czereśnie zakisiłam na dwa sposoby. Wydrylowane, bez pestek w soku własnym oraz w całości, z pestkami zalane solanką. Jak myślicie, które wyszły lepiej?
