Nie wiem, jak to się stało, że kiszona kolendra pojawia się na blogu dopiero teraz - zrobiłam ją już dobre dwa miesiące temu i już dawno została zjedzona. Czasem, jak widać, kiszę nie tylko w wekach, ale i wirtualnie - na dysku. ;)
Natkę kolendry kupujemy w wietnamskich sklepach. Pęczki są tanie i... olbrzymie! Zdecydowanie zbyt duże na nasze potrzeby. I co tu robić, gdy więdną w ciągu kilku dni?
Próbowałam mrozić posiekaną natkę albo robić pesto z oliwą. Jednak najfajniejszym sposobem zachowania kolendry na dłużej okazało się kiszenie - które jeszcze wzmacnia charakterystyczny aromat kolendry. Odwagi dodała mi książka Shockeyów, którzy podają przepisy zarówno na kiszoną natkę, jak i nasiona kolendry (!).
