czwartek, 6 lipca 2017

Kwas z czerwonych porzeczek

Na początku owoce toną.
Kwas z czerwonej porzeczki postanowiłam nastawić po tym, jak w zamrażalniku odkryłam ostatnie pudełko zeszłorocznych porzeczek... Tak, wiem, wstyd przetrzymywać mrożone owoce tak długo, że doczekały do kolejnego porzeczkowego sezonu!

Przy okazji chciałam jednak sprawdzić, czy mrożone owoce także można sfermentować. Przypomnę tylko, że robiłam już kiedyś kiszoną fasolkę szparagową właśnie z mrożonki i wyszła znakomicie.

Również kwas z porzeczek przeszedł moje najśmielsze oczekiwania!


Pierwszym kwasem, który nastawiłam wg „Dzikiej fermentacji” Sandora Ellixa Katza, był doskonały kwas truskawkowy. Wykonanie kwasu z porzeczek jest w zasadzie identyczne. Jedyna różnica - porzeczki po fermentacji były już tak „zmemłane”, że w przeciwieństwie do pysznych musujących truskawek nadawały się do wyrzucenia (co zrobiłam bez wielkiego żalu - nie przepadam za czerwoną porzeczką, a jak na złość to jedyny owoc, którego co roku mamy w bród).

Składniki:
kilka garści czerwonych porzeczek,
miód (lub cukier) - około pół szklanki,
woda.

Wykonanie:
Porzeczki umieścić w słoju (użyłam 2-litrowego), zalać wodą (1,5 litra) i dodać około pół szklanki miodu. Miód słabo rozpuszcza się, gdy używamy mrożonych owoców, więc można sobie pomóc rozpuszczając go w osobnej porcji cieplejszej wody. Wymieszać wszystko razem i odstawić zakręcony słoik gdzieś na widoku, pod ręką. Co jakiś czas słoik odkręcić i porządnie zabełtać, z przytupem, tworząc solidny wir. Chodzi tu o napowietrzenie płynu, by drożdże mogły się rozwinąć. Przy okazji można też próbować, jak zmienia się smak. Mrożone porzeczki początkowo toną. Po około dwóch ciepłych dniach (temp. około 25°C) zaczynają wypływać na powierzchnię. To znak, że w owocach uwięzły wytwarzające się bąbelki gazów. Karbonizacja czyli nasycanie naturalnym CO2. W tym momencie można odcedzić porzeczki, a płyn wlać do szczelnej plastikowej butelki 1,5 litra. Odstawić na kolejną dobę w cieple, nie odkręcając w tym czasie. Po tym czasie ciśnienie w butelce powinno znacząco wzrosnąć. Poznać to można po tym, że butelka jest bardzo twarda i nie daje się ugnieść. Zdjęcie, które widzicie, zrobiłam podczas próby otwarcia butelki. Wymagało to sporo cierpliwego, kilkukrotnego wypuszczania nadmiaru bąbelków - a i tak napój wyszedł bardzo mocno gazowany! Otwierajcie więc ostrożnie i powoli. Interesująca nas fermentacja jest zakończona, w tym momencie warto butelkę schłodzić i zahamować dalsze procesy.

Wrażenia:
Napój mocno gazowany. Smak kwaskowy, porzeczkowy. Delikatny aromat drożdżowy (niedominujący). Symboliczny aromat miodu. Do kolejnych wersji dodawałam dodatki smakowe, takie jak jałowiec czy imbir. Pochwalę się jeszcze, że kwasem tym częstowałam już kilka osób i wszystkie bardzo go chwaliły. Były to degustacje na różnych etapach fermentacji, czasem kwas był z lodówki, czasem miał temperaturę otoczenia, raz był mocniej, raz słabiej gazowany - ale za każdym razem zbierał pozytywne recenzje.

Dodam na koniec, że kwas ze świeżych porzeczek również wychodzi świetnie, a owoce po całej procedurze nie są aż tak „wymęczone” i można je do czegoś wykorzystać.

6 komentarzy:

  1. A jak długo można go przechowywać po zatrzymaniu procesu fermentacji? Ciekawi mnie, czy nadaje się do narobienie zapasów i czy wpakowanie go w szklane butelki nie byłoby niebezpieczne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, to nie wiem. Trzeba by chyba próbować pakowania w szampanówki (specjalne, mocne szkło). I na pewno mocno schłodzić dla zahamowania procesów fermentacyjnych. Jak potrzymasz za długo, to zacznie się prawdopodobnie fermentacja octowa.

      Usuń
  2. Kwas z porzeczek to mój faworyt jak do tej pory wśród kwasow owocowych wg metody Sandora. Świetnie opisane :) Nie wim jak z mrożonymi, ale raz przerobione w powyższy sposób swieże porzeczki smialo można bez żadnego uszczerbku na smaku nastawić ponownie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie wiedziałam. Następnym razem spróbuję ponownej fermentacji.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Nie mam czym... Ale podejrzewam, że nie więcej niż w kefirze.

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz!