niedziela, 21 maja 2017

Moi przyjaciele kiszą #3 (a także degustują i konstruują)

Marcin S., wyjeżdżając na dwa tygodnie, znalazł w lodówce botwinkę i kefir. Zakisił je razem według przepisu z książki Aleksandra Barona „Kiszonki i fermentacje”. Jednak nie był zadowolony z uzyskanego efektu. „Użyłem kefiru, który z składzie miał mleko w proszku. Mam wrażenie, że botwinka nie przefermentowała prawidłowo.” - mówi Marcin. Może kefir był za mało aktywny? Do kiszenia można też używać serwatki czyli odpadu pozostałego po produkcji sera.
Kiszony pasternak z selerem naciowym to dzieło Eli, mamy Sahiba.
 
To zdjęcie otrzymałam mailem od innego stałego Czytelnika i aktywnego komentatora, Błażeja. Jest to fermentowana pasta, coś w rodzaju tabasco. Oddaję mu głos: „Jestem z tego bardzo zadowolony. Kupiłem ostre papryczki w supermarkecie w przecenie, dodałem startą świeżą kurkumę (efekt - żółte paluchy przez tydzień), trochę serwatki i zblendowałem. Jest umiarkowanie ostre, ale bardzo dobre. Kisiłem w temperaturze pokojowej miesiąc (!), mieszając raz na dzień, aż zrobił się płyn. Na początku miało to smak kiszonki, ale teraz tylko takiego łagodnego tabasco.”
To także zdjęcie od Błażeja, z wycieczki do Yorku. „Jest tam niewielka koreańska restauracja Oshibi. Jeśli nie wiesz gdzie jest, to z ulicy nie trafisz, nie ma żadnych oznaczeń. Jest chyba tylko sześć stołów z wmontowanymi grillami. Prowadzona przez Koreankę i jej męża Anglika. Tym razem postanowiłem zrezygnować z przyjemności grillowania, a poprosiłem o jedzenie oparte na kimchi...”

„...Były więc naleśniki z kimchi i owoców morza kimchijeon - wrażenia takie sobie, potem zupa z kimchi i wieprzowiny kimchi jjigae z podanym osobno ryżem i przystawkami. Poprosiłem o dodatkowe kimchi i pochwaliłem się, że sam robię kimchi od kilku lat - właścicielka przyniosła mi kimchi, którego nie ma w menu - robione przez jej »starą matkę«, jak to określiła. Było fajnie.”
 
A tutaj inkubator, nad którym od jakiegoś czasu pracuje Piotrek. To, co widać na zdjęciu, to serce tej konstrukcji czyli urządzenie utrzymujące temperaturę. Piotrek buduje je od zera, korzystając z gotowych podzespołów. Sam pojemnik będzie zrobiony z mocnego styropianowego pudełka, takiego jakich używa się w gastronomii.

Tak będzie wyglądał sterownik z zewnątrz - będzie możliwość wyboru kilku różnych programów utrzymywania temperatury. Taki inkubator to fajna sprawa - można włączyć niskie temperatury, rzędu 30-50°C i dość precyzyjnie utrzymywać je przez dłuższy czas. Na pewno jest wygodniejszy niż np. piekarnik (nawet elektryczne nie mają tak wielkiej precyzji).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny i komentarz!