czwartek, 25 maja 2017

Herbaty z fermentowanych liści: jabłoni, truskawki i poziomki


Zrobiłam kolejne herbaty. Do liści mirabelki dołączyły liście: jabłoni, truskawki i poziomki. Wszystko z roślin, których nie użytkujemy „owocowo”, oczywiście eko, bo nic się u nas nie pryska. Jabłonie w tym roku odpoczywają, jabłek nie będzie, można więc rwać bez obawy liście. Truskawki to rośliny, które dawno temu uciekły z uprawy (i jedyny ślad, jaki pozostał po ogródkach dziadków i rodziców). Poziomki przyszły z lasu, rosną sobie w krzakach, owocują kapryśnie.

Zdjęcie obok przedstawia herbaty tuż po etapie fermentacji, przed suszeniem. Cała procedura jest identyczna, jak w przypadku liści mirabelki - ten proces opisałam dokładnie tutaj.

Jak wyszły kolejne herbaty? Przedstawiam małą galerię zdjęć oraz opinie kiperów. :)



Liście po zerwaniu więdną przez kilka godzin. Następnie zwijam po kilka liści w kulki, ugniatając. Tu listki poziomki.
Zgniecione listki zostały upakowane do słoików. Tym razem liści było więcej - po około pół reklamówki każdego gatunku. Do fermentacji użyłam słoiczków 100, 150 i 200 ml. Fermentowałam w piekarniku, trochę dłużej niż poprzednio - około 6 h wieczorem i potem jeszcze 2 h rano.
Herbata z liści jabłoni po fermentacji i wyjęciu ze słoika. Kolejny etap to suszenie - około 1,5 h w temperaturze 75°C z termoobiegiem. Po lewej stronie widać pojedyncze nieprzefermentowane listki - usunęłam je.

Znana już z poprzedniego wpisu herbata z liści mirabelki. Tym razem nareszcie wyszło dużo!

Liście truskawki po fermentacji i wyjęciu ze słoiczka. Do suszenia dobrze jest kulki trochę porozwijać, inaczej będą wysychały nierówno. Tak, wiem, bardzo kuszące byłoby zrobienie herbaty w takich eleganckich kuleczkach. Ale w warunkach domowych to niestety mało praktyczne...
Wrażenia:
Herbata z liści mirabelki. Dla mnie przypomina delikatną białą herbatę. Monika twierdzi, że smakuje jak drogi japońskie herbaty „zajeżdżające rybą - im droższa herbata u nich, tym bardziej jedzie rybą” - uznaję to za pozytywną recenzję.

Herbata z liści jabłoni. Bardzo mocny, gorzki i cierpki napój. Według Piotrka „mocne, inne”. Dodał, że nie traktowałby jej jako herbaty codziennej, ale dla smaku od czasu do czasu. Kolega Marcin S. uznał ją za najlepszą z wszystkich czterech, podobnie Sahib, który parzył te same liście nawet dwukrotnie.

Herbata z liści truskawek. Moja ulubiona! Świetny owocowy posmak, można się doszukać nawet truskawkowej nuty. Oczywiście nie w stopniu porównywalnym ze sklepowymi, sztucznie aromatyzowanymi herbatami. Sahib uważa, że smakuje jak zwietrzała herbata aromatyzowana sztucznie truskawką. Piotrek stwierdził, że przypomina w smaku zieloną herbatę. Monice smakowała, określiła ją jako delikatnie owocową.

Herbata z liści poziomek. Delikatniejsza, mniej wyrazista niż truskawkowa. Trochę mnie rozczarowała - niby tak podobne rośliny, a zupełnie inny aromat. Piotrkowi przypomina pokrzywę (ale trudno mi się z tym zgodzić, a pokrzywę pijam regularnie...) .Marcin S. napisał, że dobra.

INNY SPOSÓB FERMENTOWANIA LIŚCI - WG ŁUKASZA ŁUCZAJA
Na marginesie wspomnę, że specjalista od etnobotaniki, Łukasz Łuczaj w książce „Dzikie rośliny jadalne Polski. Przewodnik survivalowy” podaje pod hasłem POZIOMKA jeszcze inny sposób fermentowania liści:

„Herbata z liści poziomek. Liście rozsypujemy w cieniu kilkucentymetrową warstwą i suszymy przez kilkanaście godzin, aż zwiędną. Następnie skręcamy je palcami, dopóki nie zauważymy w nich soku. Skręcone liście wsypujemy warstwą 5 cm do pudła. Nakrywamy mokrą tkaniną i pozostawiamy w temperaturze ok. 26°C na 6-10 godz. Następnie tak sfermentowane liście suszymy przez około 40 min. w temp 100°C w piekarniku lub piecu.”

4 komentarze:

  1. Bardzo interesujacy temat. W zasadzie kiszenie herbat (poza kombucza - co jest inna sprawa) jest pomijany w literaturze kiszonkarskiej ( a przeczytalem duzo). Tofalario idz w tym kierunku ;-). jest to oczywiscie troche bardziej skomplikowane, ale bardzo interesujace.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będę robić kolejne liście. Następne chyba będą liście malin, może zdziczałych wiśni i czereśni, których kilka u nas rośnie. Kombucza to oczywiście co innego. Nie wiem, jakie dokładnie zadanie ma w niej herbata (chyba głównie smakowe), bo ten pływający grzyb żywi się przecież cukrem. ;)

      Usuń
    2. To wydaje sie dziwne, ale grzybek kombuczowy nie żywi się tylko cukrem. Owszem, cukier jest niezbędny, ale kombucze fermentowane w herbatkach innych niż zwykła czarna herbata - stopniowo słabną. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, gdyż w najmniejszym stopniu nie jestem teoretykiem, ale przetestowałam u siebie: rumianek, dziurawiec, hibiskus, herbatę zieloną, białą i jaśminową. Wszystkie kombucze wyszły pyszne! Ale zauważyłam, że co najmniej co trzeci raz trzeba grzybek wzmocnić w zwyczajnej czarnej herbacie, inaczej będzie słabł coraz bardziej i w końcu umrze. I nie wyda potomstwa!

      Więc chyba nie tylko cukrem żywi sie kombucza. Wszak to grzyb herbaciany, widocznie nie bez powodu tak się nazywa :)

      Usuń
    3. W takim razie coś jest na rzeczy. ;)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz!