czwartek, 16 marca 2017

A może jednak kiszona cebula?

Po wielu sygnałach docierających od Czytelników, a także po tym wpisie Hajduczka
postanowiłam dać cebuli drugą szansę. Pomyślałam, że może jednak potraktowałam ją niesprawiedliwie, na podstawie jednej nieudanej kiszonki skreślając na zawsze z listy warzyw przydatnych do kiszenia.

Tym razem zdecydowałam się na czerwoną cebulę, która dzięki delikatności i słodyczy wydał mi się surowcem bezpieczniejszym niż zwykła cebula.


Składniki:
2 średnie czerwone cebule (na słoik 0,6 l),
10 kulek ziela angielskiego,
sól kamienna,
woda.

Wykonanie:
Na dno słoika wsypać łyżeczkę soli, zalać pół szklanki chłodnej wody, rozpuścić sól. Cebulę kroić w pióra i w miarę ciasno umieszczać w słoju, dociskając kolejne warstwy. W razie potrzeby na koniec uzupełnić wodę, szczelnie zamknąć, odstawić w ciepłe miejsce na 2-3 dni, potem przenieść w chłodniejsze.

Wrażenia:
Dobra wiadomość - czerwona cebula kisi się bez problemu! Ma co prawda dość intensywny zapach, ale już smak jest bardzo łagodny. Ani śladu piekącej ostrości, właściwej surowej cebuli. Zastosowanie tej cebuli widzę przede wszystkim w sałatkach lub jako dodatek do kanapek, choć Sahib (hardkorowiec!) zawijał ją też w naleśniki i pożerał w dużej ilości.



2 komentarze:

  1. Jest dobra na pajdę chleba ze smalcem lub pasztetem (obojętnie czy zwykłe, czy wege).

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz!